Wiola & Konrad

,,Miłość jest kombinacją podziwu, szacunku i namiętności. Jeśli żywe jest choć jedno z tych uczuć, to nie ma o co robić szumu. Jeśli dwa, to może nie jest to mistrzostwo świata, ale blisko. A jeśli wszystkie trzy, to śmierć jest już niepotrzebna: trafiłaś do nieba za życia.” Wiliam Wharton

 Bywa czasem tak, że towarzysząc, jako fotograf Młodej Parze, przyglądam im się z boku, obserwuję i nie mogę uwierzyć, jak wielkie mieli szczęście, trafiając na siebie w tym wielkim świecie. Są tak idealne dopasowani, że zdanie ,,stworzeni dla siebie” przestaje być pustym frazesem, a staje się prawdą w najczystszej postaci. Tak było, kiedy fotografowałem Wiolę i Konrada, parę niezwykle sympatycznych ludzi, których łączy miłość, uśmiech, serdeczności i wzajemny szacunek.

Ona- zawsze uśmiechnięta, dobra, niezwykle kobieca, delikatna jak tren sukni, który ciągnęła, podczas sesji po leśnym mchu.

On- świetny facet o dużym sercu. Jego opowieść o niezwykłej więzi jaka łączy go z dziadkiem, historia o tym, jak w tajemnicy przed babcią zabiera go na pizzę, nie tylko pozwoliły zdefiniować mi Konrada jako człowieka, ale sprawiła też, że zapamiętam tego bohatera sesji na zawsze.

Swoją miłość przysięgali sobie w małym, drewnianym, klimatycznym kościele PW. Św. Joachima w Krzyżanowicach.

Na wesele, które odbyło się Starym Wiśniczu, w obiekcie Panorama II , dotarli białym kabrioletem Triumph Spitfire MK z 1967r.

Bawili się w towarzystwie rodziny i grupy wspaniałych przyjaciół, którzy na moje oko też są ich rodziną, tyle że taką, którą wybrali sobie sami…

Na sesje plenerową wybraliśmy się na Pustynię Błędowską, obszar objęty programem ochrony Natura 2000. Zdjęcia o zachodzie słońca wykonaliśmy nieopodal, w rezerwacie przyrody Góra Zborów.

Wiolu, Konradzie- dziękuję, że mogłem być z Wam w tym ważnym dla Was dniu.

Ps. Żałuję tylko, że nie było mi dane sfotografować Was w podróży poślubnej, gdy Mustangiem śmigaliście po amerykańskiej Route 66. To dopiero musiało być coś…